Czy język polski jest trudny?

Wciągnij kogoś w rozmowę po polsku i szybko zauważysz, że ten język bezlitośnie obnaża braki – w odmianie, wymowie, słownictwie. Pytanie „czy język polski jest trudny” nie ma sensu bez doprecyzowania: dla kogo, w jakim zakresie i po co. Dla obcokrajowców polski potrafi być ścianą, dla uczniów – zbiorem zasad, które same sobie przeczą, a dla rodzimych użytkowników – polem minowym błędów ortograficznych. Wbrew obiegowym opiniom, polski nie jest ani „najtrudniejszym językiem świata”, ani prostą układanką. To system z kilkoma wyjątkowo wymagającymi obszarami, ale też z elementami, które mocno ułatwiają życie. Warto go rozłożyć na części pierwsze i zobaczyć konkretnie, co sprawia największą trudność – i komu.

Dla kogo język polski bywa najtrudniejszy

Ocena poziomu trudności zawsze zależy od języka ojczystego uczącego się. Osoba mówiąca po czesku czy słowacku wchodzi w polski niemal przez boczne drzwi – dużo rozumie z kontekstu, struktury zdań nie szokują, a odmiana rzeczowników nie brzmi jak kosmos. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja kogoś z Chin, Japonii czy krajów anglojęzycznych, gdzie odmiana przez przypadki praktycznie nie istnieje.

Największy przeskok czeka osoby, których język ojczysty:

  • nie używa przypadków (np. angielski, francuski),
  • ma bardzo prostą odmianę czasownika,
  • nie rozróżnia rodzajów gramatycznych w taki sposób jak polski,
  • ma zupełnie inną fonetykę (języki tonalne, języki z innym alfabetem).

Dlatego te same zagadnienia – deklinacja, koniugacja czy pisownia łączna/rozdzielna – dla jednych będą lekką gimnastyką, dla innych pełnoprawnym maratonem.

Gramatyka: przypadki, rodzaje i odmiana wszystkiego

Tu polski rzeczywiście potrafi dać w kość. Siedem przypadków, trzy podstawowe rodzaje (męski, żeński, nijaki), a w środku rodzaju męskiego jeszcze dodatkowe rozróżnienia – to nie jest coś, co przyswaja się „po drodze”. Do tego odmienia się niemal wszystko: rzeczowniki, przymiotniki, zaimki, liczebniki.

Typowy problem obcokrajowców? Mieszanie końcówek w jednym zdaniu: „rozmawiam z mój kolega o ważnych sprawach w praca”. Sens da się złapać, ale dla ucha Polaka coś ewidentnie zgrzyta. System końcówek jest skomplikowany, bo zależy od:

  • rodzaju (kolega – koleżanka – okno),
  • liczby (l.poj./l.mn.),
  • przypadku (z kim? z czym? kogo? czego?),
  • końcówki wyrazu w formie podstawowej.

Uczniowie szkół też często uznają rozbiór gramatyczny za jedną z najmniej lubianych części języka polskiego. Samo zidentyfikowanie, czy mamy do czynienia z orzeczeniem imiennym, czy czasownikowym, albo rozróżnienie przydawki od dopełnienia, dla wielu bywa abstrakcją, bo na co dzień nikt tak o języku nie myśli.

Wymowa i fonetyka: sz, cz, rz, ą, ę…

Dla osoby z zewnątrz polska fonetyka to często pierwsza bariera. Zbitki spółgłoskowe typu „przskrzydlić”, „wstrząsnąć”, „gdzieś” wyglądają groźnie już na piśmie. W praktyce uczący się walczą przede wszystkim z czterema grupami dźwięków:

  1. szereg „sz, ż, cz, dż” vs „ś, ź, ć, dź”,
  2. nosówki „ą” i „ę”, które brzmią inaczej w zależności od pozycji w wyrazie,
  3. miękkość spółgłosek (si, zi, ci, ni przed samogłoskami),
  4. akcent główny zwykle na przedostatniej sylabie, ale z istotnymi wyjątkami.

Dla rodzimych użytkowników problemem nie jest sama wymowa, tylko różnica między tym, co słychać, a tym, co trzeba napisać. Słyszymy bardzo podobne dźwięki, ale na piśmie trzeba zdecydować: „ż” czy „rz”, „ó” czy „u”, „ch” czy „h”. To naturalne źródło szkolnych wpadek.

Największa trudność polszczyzny nie leży w jednym „koszmarnym” elemencie, ale w zderzeniu trzech rzeczy naraz: rozbudowanej fleksji, kapryśnej ortografii i sporej liczby wyjątków utrwalonych tradycją, a nie logiką.

Ortografia i interpunkcja: pozory prostoty

Na poziomie podstawowym polska ortografia wydaje się do opanowania – alfabet łaciński, znane litery, kilka ogonków i kresek. Schody zaczynają się dopiero wtedy, gdy trzeba pisać poprawnie konsekwentnie. Z mozołem odtwarza się wtedy zasady:

  • rz po spółgłoskach: p, b, t, d, k, g, ch, j”,
  • ó wymienne na ‘o’ w innych formach (stół – stoły)”,
  • nie z czasownikami osobno, z przymiotnikami zazwyczaj łącznie”.

Problem w tym, że do każdego z tych punktów natychmiast pojawia się lista wyjątków. Podręczniki można zapełnić tabelkami „pisownia wyrazów z rz niewymiennym” czy „wyjątki od reguły ‘nie’ z imiesłowami przymiotnikowymi”. Uczeń szybko zauważa, że osiemdziesiąt procent walki z ortografią to po prostu pamięciowe opanowanie często używanych słów.

Interpunkcja też bywa zdradliwa. Zasady stawiania przecinków niby są jasne (przed „że”, „bo”, „gdy”, przy zdaniach podrzędnych itp.), ale polskie zdania lubią się rozrastać. W efekcie pojawiają się konstrukcje wielokrotnie złożone, w których bez dobrego wyczucia składni łatwo zgubić się w nawiasach, wtrąceniach i imiesłowach.

Słownictwo: bogactwo, synonimy i fałszywi przyjaciele

Od strony zasobu słownictwa polski oferuje bardzo dużo. Mnóstwo synonimów pozwala precyzyjnie dobierać odcień wypowiedzi: „powiedzieć”, „stwierdzić”, „zaznaczyć”, „wspomnieć”, „napomknąć”. Dla uczącego się to jednocześnie zaleta i przekleństwo – niby wszystko „mówić”, ale każdy czasownik niesie trochę inny ton.

W kontekście innych języków słowiańskich polski tworzy czasem zdradliwe pary. Słowak czy Czech zrozumie ogólny sens wypowiedzi po polsku, ale natknie się na wyrazy, które brzmią znajomo, a znaczą coś innego. To tzw. fałszywi przyjaciele (np. czeskie „szukać” = „pchać”, „zachód” w różnych znaczeniach).

Dla rodzimych użytkowników barierą bywa raczej styl i rejestr językowy niż sama liczba słów. Co innego napisać wypracowanie szkolne, co innego mail służbowy, a co innego komentarz w mediach społecznościowych. Umiejętność przełączania się między stylem potocznym, oficjalnym i naukowym wymaga czasu i świadomej obserwacji języka.

Polski w szkole: dlaczego ten przedmiot „męczy”

Wielu uczniów ma wrażenie, że język polski w szkole wcale nie uczy mówienia i pisania, tylko analizy, gatunków literackich i szczegółów biograficznych autorów. Stąd częste narzekanie: „polski jest trudny, bo trzeba pamiętać milion rzeczy, które nie mają przełożenia na życie”.

Uderza szczególnie przeskok między naturalną znajomością języka a wymogami szkolnymi:

  • rozpoznawanie środków stylistycznych w wierszach i prozie,
  • analiza i interpretacja tekstu na kilku poziomach,
  • sztywne formy wypowiedzi: rozprawka, charakterystyka, opowiadanie z tezą,
  • terminologia gramatyczna i teoretycznoliteracka.

Problem nie tyle w samej trudności materiału, ile w tym, że uczeń często nie widzi praktycznego związku między rozróżnianiem epitetu i porównania a pisaniem porządnego maila czy CV. Polski jako język codzienny wydaje się prosty, polski jako przedmiot szkolny – przeładowany treścią.

Czego polski „nie komplikuje”

Dla równowagi warto wskazać obszary, w których polski wcale nie jest taki straszny, jak się go maluje. Po pierwsze, system czasów jest prostszy niż w języku angielskim czy francuskim. Trzy podstawowe czasy (przeszły, teraźniejszy, przyszły) plus aspekt dokonany/niedokonany da się opanować szybciej niż np. konstrukcje continuous czy perfect.

Po drugie, szyk zdania jest stosunkowo elastyczny. Informację „Anna kupiła wczoraj w sklepie chleb” można ułożyć na kilka sposobów, nadal brzmi to naturalnie. Początkujący uczący się mogą więc popełniać błędy składniowe bez ryzyka całkowitej utraty sensu – zwykle polski „sam się” poprawia w głowie rozmówcy.

Po trzecie, mimo wielu wyjątków, polska ortografia jest w dużej mierze fonetyczna. Duża część wyrazów zapisuje się tak, jak się je słyszy. Największe rafy to homofony (sz/ś, rz/ż, u/ó, ch/h), ale bazowy etap pisania prostych komunikatów jest osiągalny stosunkowo szybko.

Czy język polski jest obiektywnie trudny?

Nie da się wskazać jednego, mierzalnego wskaźnika „trudności języka”. Można za to uczciwie powiedzieć: polski ma kilka obszarów, które systemowo podnoszą próg wejścia – zwłaszcza dla osób spoza kręgu języków słowiańskich. Rozbudowana odmiana, fonetyka z szeregiem podobnych dźwięków oraz nieregularności w pisowni skutecznie wydłużają czas nauki do swobodnej komunikacji.

Z drugiej strony, mit „najtrudniejszego języka świata” nie znajduje potwierdzenia w praktyce. Dla wielu obcokrajowców barierę przełamuje się w ciągu kilku lat konsekwentnej nauki, a rodzimym użytkownikom dobrze prowadzony język polski pozwala realnie rozwinąć kluczowe kompetencje: czytanie ze zrozumieniem, logiczne argumentowanie, precyzyjne pisanie. Trudność nie jest tu celem samym w sobie, ale efektem ubocznym złożonego, bardzo pojemnego systemu.