Ranking najtrudniejszych języków świata – co warto wiedzieć

Po kilku miesiącach nauki nowego języka wiele osób orientuje się, że „trudny” znaczy coś innego w podręczniku, a coś zupełnie innego przy codziennym użyciu. Pojawia się hipoteza, że istnieją języki obiektywnie trudniejsze – takie, które wymagają więcej czasu, wysiłku i kontaktu, żeby zacząć mówić swobodnie. Potwierdzają to zarówno badania instytucji szkolących dyplomatów, jak i doświadczenia ludzi, którzy opanowali po kilka języków z różnych rodzin.

Ranking: 7 najtrudniejszych języków świata

Poniżej zestawienie języków, które regularnie trafiają na szczyt list trudności – m.in. w rankingach FSI (Foreign Service Institute), ale też wśród wielojęzycznych użytkowników. Kolejność uwzględnia przeciętny nakład pracy dla osoby mówiącej językiem europejskim (np. polskim, angielskim, niemieckim):

  1. Chiński mandaryński (standardowy)
  2. Arabski nowoczesny standardowy + dialekty
  3. Japoński
  4. Koreański
  5. Węgierski
  6. Fiński
  7. Polski – dla osób spoza rodziny słowiańskiej

Trudność języka to kombinacja kilku warstw naraz: wymowy, gramatyki, pisma, słownictwa, a nawet dystansu kulturowego. Sam „dziwny alfabet” zwykle nie jest największym problemem.

Warto przyjrzeć się, co dokładnie w tych językach sprawia kłopot – i gdzie trudność bywa przeceniana.

Chiński mandaryński – ton, pismo i… pozorna prostota gramatyki

Dlaczego mandaryński wygrywa większość rankingów?

Chiński mandaryński jest dla wielu osób z Europy kompletnie innym światem. Najczęściej wymienia się dwa powody: tony i znaki. Ale to tylko część obrazu.

W mowie kluczowe są tony – ten sam ciąg spółgłosek i samogłosek wypowiedziany z inną melodią znaczy coś innego. Dla osoby, która całe życie mówiła w językach nietonalnych, rozróżnianie i produkowanie tonów w szybkiej rozmowie jest sztuką samą w sobie. Zła intonacja może przełączyć znaczenie z „matka” na „koń” albo z „pytać” na „obrażać”.

Druga warstwa to pismo. Zamiast alfabetu są logogramy, a więc znaki reprezentujące najczęściej całe sylaby lub morfemy. Nawet przy dość intensywnej nauce dojście do poziomu swobodnego czytania prasy to nie tygodnie, ale lata – mówi się o przedziale 2000–3000 znaków jako realnym minimum funkcjonalnym.

Często powtarza się, że „chińska gramatyka jest prosta” – brak odmiany przez przypadki, brak rodzajów gramatycznych, w miarę regularny szyk zdania. To prawda na poziomie podręcznikowym. W praktyce trudność przesuwa się w stronę składni, kontekstu i cząstek, które decydują o odcieniach znaczeń w zwykłych dialogach.

Arabski – trzy języki w jednym i pisownia, która nie mówi wszystkiego

Standard, dialekt i religia

Pod hasłem „arabski” kryje się kilka systemów naraz. Jest arabski nowoczesny standardowy (MSA), którego uczy większość szkół i kursów. Jest język Koranu, klasyczny, używany głównie w kontekście religijnym. I są dialekty – egipski, syryjski, marokański, w Zatoce – które są językami mówionymi na co dzień.

Efekt jest taki, że osoba ucząca się arabskiego szybko odkrywa, że język z podręcznika nie do końca pokrywa się z tym, co słychać na ulicy. MSA jest zrozumiały, ale sztuczny w codziennej rozmowie, a dialekty potrafią znacząco różnić się między sobą – do poziomu problemów z wzajemnym zrozumieniem.

Dodatkową trudność tworzy system pisma. Alfabet arabski jest spółgłoskowy: zazwyczaj zapisuje się tylko spółgłoski i długie samogłoski, resztę trzeba „zgadnąć” z kontekstu. Dla początkujących to jak czytanie ciągłego skrótu, który zaczyna mieć sens dopiero po osłuchaniu się z językiem.

Gramatycznie wchodzi jeszcze złożony system rdzeni i wzorców (triliteralne rdzenie), duża rola odmiany czasowników, koniugacje, tryby, przypadki w wersji formalnej. Arabski wymaga nie tylko nauki słówek, ale nauczenia się patrzenia na słowa jako na „rodziny” związane jednym rdzeniem.

Japoński i koreański – grzeczność, poziomy języka i inne spojrzenie na zdanie

Japoński – trzy systemy pisma i kultura wbudowana w gramatykę

Język japoński na starcie straszy systemem pisma. W praktyce trzeba opanować trzy zestawy znaków: hiraganę, katakanę i kanji. Dwie pierwsze to sylabariusze, stosunkowo szybkie do opanowania. Prawdziwy problem zaczyna się przy kanji – znakach pochodzenia chińskiego, których w użyciu jest kilka tysięcy.

Do tego dochodzą poziomy grzeczności. Sposób powiedzenia prostego „jeść” czy „pójść” zmienia się w zależności od relacji między rozmówcami, sytuacji społecznej, hierarchii. To nie jest tylko „dodanie grzecznej końcówki”, ale często inny czasownik, inna konstrukcja zdania, inny dobór słownictwa.

Struktura zdania (SOV – podmiot, dopełnienie, orzeczenie na końcu), liczne partykuły i elipsy sprawiają, że wiele rzeczy pozostaje domyślnych. Czytanie między wierszami jest wbudowane w komunikację – co dla wielu osób jest równie trudne jak sama gramatyka.

Koreański – logiczny alfabet, zaskakująca gramatyka

Koreański bywa nazywany „łatwiejszym japońskim z prostszym pismem”. Rzeczywiście, alfabet hangul jest bardzo logiczny, można go opanować w kilka dni. To jednak dopiero początek.

Podobnie jak w japońskim występują poziomy uprzejmości i różne style mówienia, a zdania kończą się skomplikowanymi końcówkami czasownikowymi, które niosą informację o czasie, trybie, stosunku mówiącego do treści itd. Dochodzi też zjawisko spójników doklejanych do słów (aglutynacja), co tworzy długie, mocno skondensowane formy.

Różnice kulturowe (hierarchia, zasady uprzejmości, sposoby niezgadzania się) sprawiają, że poprawne gramatycznie zdanie może brzmieć w praktyce zbyt ostro albo zbyt bezpośrednio. Nauka języka koreańskiego zawsze zahacza o naukę lokalnych kodów społecznych.

Węgierski i fiński – przypadki, harmonia samogłoskowa i brak podobieństw

Węgierski i fiński działają na wielu Europejczyków jak ściana. Nie przypominają języków romańskich, germańskich ani słowiańskich – w słowniku mało jest znajomych punktów zaczepienia. To języki z rodziny ugrofińskiej, z własną logiką odmiany.

Węgierski słynie z dużej liczby przypadków gramatycznych – w różnych źródłach pojawia się zakres od 18 do 25, zależnie od sposobu liczenia. W praktyce znaczy to, że relacje typu „w domu”, „na stole”, „z miasta” są wyrażane końcówkami, które zmieniają się także pod wpływem tzw. harmonii samogłoskowej.

Fiński ma podobną filozofię – wiele przypadków, bogata fleksja, logika inna niż w językach indoeuropejskich. Pocieszające jest to, że wymowa jest stosunkowo przewidywalna, a zapis zbliżony do fonetycznego. Problemem jest skala zmian w wyrazie przy odmianie oraz brak słownictwa „do odgadnięcia” na bazie innych znanych języków.

Polski – trudny dopiero z daleka

Polski również trafia do rankingów najtrudniejszych języków świata – ale głównie z perspektywy osób, które nie znają żadnego języka słowiańskiego. Na papierze wygląda groźnie: 7 przypadków, trzy rodzaje gramatyczne w liczbie pojedynczej, złożona odmiana czasowników, aspekt (dokładność/nie-dokładność czynności), mnóstwo wyjątków, spółgłoski zbite w długie ciągi.

Osoba anglojęzyczna widzi „przyszczypnąłbym” i ma prawo się zniechęcić. Z drugiej strony – system jest dość spójny, a po przejściu etapu „szoku spółgłoskowego” wiele rzeczy zaczyna być przewidywalnych. Trudność polskiego jest więc w dużej mierze psychologiczna i fonetyczna, nie tylko gramatyczna.

Co tak naprawdę utrudnia naukę języka (nie tylko „ilość przypadków”)

Przy porównywaniu języków często liczy się przypadki, czasy, tonów, znaki. W praktyce większe znaczenie mają cztery inne czynniki:

  • Odległość od języka ojczystego – im mniej podobieństw w słownictwie i strukturze, tym trudniej o skojarzenia i „domyślanie się”.
  • System pisma – alfabet łaciński vs. znakowy, spółgłoskowy, sylabiczny; to przekłada się na czas potrzebny do opanowania czytania i pisania.
  • Dostęp do żywego języka – liczba materiałów, filmów, kanałów, natywnych rozmówców, możliwość zanurzenia się w języku.
  • Gęstość informacji na słowo – w językach aglutynacyjnych lub polisyntetycznych jedno słowo potrafi zawierać znaczenie całego zdania.

Dlatego ten sam język może być „koszmarem” dla jednych, a „poukładaną logiczną układanką” dla innych – zależnie od tego, skąd startują.

Jak wybierać „trudny” język, żeby nie utknąć po miesiącu

Wybierając język z górnej półki trudności, warto wziąć pod uwagę nie tylko ranking, ale też realne możliwości pracy z tym językiem. Język jest „trudny” głównie wtedy, gdy nie ma kiedy się z nim spotkać poza podręcznikiem.

  • Dla osób, które lubią strukturę i logikę, dobrym wyborem bywa koreański lub węgierski – trudne, ale konsekwentne.
  • Osoby zainteresowane kulturą, anime, mangą czy popkulturą często lepiej „niosą” trudności japońskiego, bo mają motywujący kontakt z treściami.
  • Chiński i arabski dają ogromny dostęp do świata biznesu i polityki, ale wymagają pogodzenia się z tym, że postęp w piśmie jest wolniejszy niż w językach europejskich.

Przy językach uznawanych za najtrudniejsze sensownie jest liczyć naukę w latach, nie miesiącach – ale tempo przestaje być problemem, gdy język staje się częścią codziennych nawyków.

Ranking najtrudniejszych języków pomaga z grubsza oszacować nakład pracy, ale nie powinien być listą zakazów. Znacznie ważniejsze od „obiektywnej trudności” jest to, czy język realnie będzie obecny w codziennym życiu: w muzyce, serialach, pracy, relacjach. Wtedy nawet chińskie znaki albo arabski zapis bez samogłosek przestają być „straszne” i stają się po prostu kolejnym codziennym narzędziem.